Nie jestem „dziedziczną wiedźmą siódmego kręgu”.
Nie sprzedaję bajek.
Nie obiecuję wygranej w totka
(jest ustawiony, przykro mi).
Jestem praktykiem.
Kimś, kto nauczył się
realnie zmieniać układ zdarzeń
— u siebie i u innych.
Kiedyś myślałem,
że wystarczy wiedza z książek.
Potem wdepnąłem w konflikt
z kimś, kto umiał więcej.
Straciłem przyjaciół.
Zaufanie bliskich.
Rzeczy zaczęły się sypać
bez widocznego powodu.
Nie było wyjścia.
Pojechałem do tybetańskiego klasztoru.
Nie po oświecenie.
Po naprawę.
Kiedy powiedziałem,
że chcę się uczyć magii —
śmiali się.
Bo magia w tej tradycji
nie jest tym, co myślisz.
To pierwsza pomoc
dla systemu,
który się rozpadł.
Pierwszy raz zobaczyłem,
że to działa,
kiedy poproszono mnie
o pomoc komuś w Polsce.
Byłem tysiące kilometrów dalej.
Energia
nie miała z tym problemu.
Dziś pracuję
z tym samym mechanizmem.
Od prostych oczyszczeń,
przez zdejmowanie klątw,
po sytuacje,
w których „nic nie ma prawa się udać”.
Uporczywy pech.
Zablokowane finanse.
Przyciągnięcie właściwej osoby.
Pomoc w nauce.
Lubię trudne przypadki.
Klątwy,
których nikt nie chce ruszyć.
Sytuacje bez wyjścia.
Bo właśnie tam widać,
czy ktoś naprawdę
wie, co robi.
