Cień, który pada na ludzkie istnienie. Dzień po dniu, minuta po minucie, niczym nieproszony gość, rozkłada swoje rzeczy osobiste w pokoju ludzkiej duszy. Przybiera maskę najlepszego przyjaciela. Przyjaciela, na którego czeka się latami. Depresja nigdy nie informuje o rachunku, jaki wystawia, za tę relację.

W ramionach depresji

W ramionach depresji

Przychodząc nieproszona zabiera radość, energię i wiarę. Niczym wyborny szachista, tak planuje swoją rozgrywkę, by po momentach upadku przychodziła złudna, chwilowa ulga.
Depresja wciąga w wewnętrzny taniec, w którym, ukazuje w krzywym zwierciadle ludzkie emocje i uczucia. Przez ten pryzmat wszystko zabarwione zostaje w mierność, nijakość. Człowiek zapatrzony w ten obraz, szuka potwierdzenia tej beznadziei na zewnątrz. Głosów które będą współbrzmiały z melodią depresji.
Człowiek znika.
Odbywa wewnętrzną podróż do najczarniejszych zakamarków duszy, gdzie światło nigdy nie ma dostępu.
Przywdziewa zbroję egoizmu, nie widząc świata na zewnątrz, a nieustannie walcząc by dotrzymać kroku destrukcyjnej depresji.
Ta zawsze reguluje rachunki. Za możliwość chwilowej przerwy w tym emocjonalnym pląsie, strąca do lochu ludzkiej rozpaczy i beznadziei.
Relacja ta może rozwijać się latami. Człowiek złe samopoczucie zrzuca na karb gorszego dnia, problemów, chwilowej niedyspozycji. Zazwyczaj nie jest świadomy trwającej wojny o życie. Tak, o życia, depresja gra tylko o najwyższą stawkę.