Jesteś tego warta. O afirmacjach słów kilka.

Afirmacje – po co i na co?

Afirmacje – po co i na co?

Brak pewności siebie, niewiara we własne zdolności i możliwości rozwoju, a nawet kompleksy i odrzucenie siebie, skrajny brak samoakceptacji – wszystko to nie jest takie rzadkie, jak się wydaje ludziom, dotkniętym tymi kłopotami. Ludzi, którzy od początku życia świadomego, akceptują siebie takich, jakimi są, a nawet lubią się, jest bardzo mało, a w każdym razie mniej niż dawniej. Jednocześnie przybywa metod, technik i narzędzi – jakkolwiek to brzydko brzmi – służących do szeroko rozumianej “pracy nad sobą”, która jest osią i sednem “osobistego rozwoju”, czyli bardzo dynamicznie rozwijającej się dziedziny z jeszcze szerszego “ruchu ludzkiego potencjału”. Wszyscy na pewno kojarzymy tytuły książek, jak “obudź w sobie olbrzyma”, “myśl pozytywnie” czy “przyciągnij pieniądze”, a także “potęgi” – była najpierw tedy “potęga podświadomości”, a potem tych “potęg” namnożyło się co nie miara; potęga miłości, potęga snów, moc pozytywnego myślenia; itd. itp. Każdy w latach 90., kiedy nastała moda na optymizm we wszystkich sferach życia, pewnie coś z długiej listy tytułów przeczytał, ale zapomniał, a może nie zrozumiał, więc nie mógł wcielić w praktykę. Każdy autor powtarzał, że sama lektura, zwłaszcza jednorazowa, danej publikacji o rozwoju, nie wystarczy bez żmudnych niekiedy, powtarzanych aż do znudzenia, ćwiczeń. Jedną z technik poprawy autooceny, samoakceptacji i nabycia wiary we własne możliwości we wszystkich sferach życia, są “afirmacje” (łac. affirmatio – pozwalam, afirmuję, akceptuję, popieram). Czym są i skąd się wzięły?

Afirmacje, choć tak ich nie nazywano, są pochodną zaklęć, klątw czy innych form “myślenia magicznego”, opartego na wierze w moc słów wypowiadanych w określonym miejscu i czasie, przez uprawnione osoby (szaman, prorok, kapłan) i w ściśle przepisany sposób, nazywany “rytem”. Jednak współczesne afirmacje całkowicie utraciły charakter sakralny, i uległy sekularyzacji – już nie trzeba ich wypowiadać na głos, każdy może mieć swoje własne, ułożone przez siebie, a jedynym kryterium jest wytrwałość w ćwiczeniach i motywowaniu się do pracy nad sobą.
Afirmacje to krótkie zdania w czasie teraźniejszym, w I osobie lp. i w trybie orzekającym, podnoszące na duchu osobę, która je wypowiada, co powoduje silny efekt “placebo”, polegający na zasadzie mocnej autosugestii, a w przypadku intensywnego praktykowania – na granicy sugestii autohipnotycznej, znanej od czasów Charcota i Freuda. Nie są żadną formą ‘szkodzenia’ komuś – wręcz przeciwnie: mają “przyciągnąć” (cudzysłów jest potrzebny) dobro, piękno i ciepło w ludzkie życie, może nie od razu, ale po około 3 tygodniach ćwiczenia pojawiają się pierwsze efekty. Autorzy piszący o afirmacjach ostrzegają jednak, aby nie zniechęcać się okresem “oczyszczenia”, kiedy wydaje się, że afirmacje nie tylko nie pomagają, a zdają się szkodzić i wytrwać, ponieważ tak działa ludzka psyche współczesna.

Aby afirmacje “zadziałały” (choć to nie żadna sztuczka magiczna), trzeba systematycznie je powtarzać, niczym mantrę, albo katolicki różaniec, przy czym nie chodzi o to, że różaniec jest tylko “afirmacją” (bo dla ludzi wierzących to coś więcej), albo o to, że afirmacja jest modlitwą; rozróżnienie między afirmacją a modlitwą można zrozumieć na gruncie teologii doczesności; w tym sensie afirmacja jest techniką nastawioną na “tu i teraz”, a nie na jakieś dalekie “tam” i nie może zastąpić modlitwy ludziom praktykującym, choć zarazem się z wiarą w niczym nie kłóci; jak powiedziano afirmacje nie mają nic wspólnego z magią, wróżbiarstwem czy innymi formami okultyzmu; to są “czysto” psychologiczne, a więc oddziałujące na psychikę, a nie ducha, metody ‘pracy nad sobą’. Zastrzeżenie kulturowe, które tutaj wprowadzono, służy lepszemu zrozumieniu, czym afirmacje są poprzez ukazanie, czym one nie są; afirmacje nie mają automatycznie zastąpić medycyny i terapii albo leków przepisanych przez lekarzy; w przypadku znacznie obniżonego nastroju (melancholii, depresji) nie zastąpią psychologia, a tym bardziej – specjalisty psychiatry; mimo, że zdarzają się samoistne remisje różnych schorzeń pod wpływem autosugestii – która jest istotą każdej afirmacji – nie należy rezygnować z medycyny akademickiej, ponieważ może to nieść groźne skutki dla życia i zdrowia; afirmacje nie odkryją przed nami przyszłości, ani nie przeniosą w życie przed życiem; są to naturalne, ale psychologicznie już badane i niekiedy udowodnione w swej skuteczności sposoby przełamania negatywnych i sztywnych wzorców myślenia (tzw. automatyzmów myślowych), zwłaszcza na temat własnej osoby.

Bardzo często w procesie socjalizacji, wychowania i edukacji nabawiamy się niezdrowych kompleksów; są one potrzebne, ale gdy przekroczą pewien poziom, to – podobnie jak przy niezdrowej pewności siebie – mogą bardzo utrudniać, a nawet uniemożliwiać skuteczne działanie i dobre samopoczucie; w szkole bardzo często oceniano nas niesprawiedliwie, a do tego dochodzi często brak grupy odniesienia (rówieśniczej), co skutkuje problemami osobowościowymi w dorosłości; afirmacje idą pod prąd wszystkim myślom negatywnym, nadmiernie krytycznym w stosunku do własnej osoby, osądzającym schematom myślowym, a niekiedy nawet pomagają w stanach skrajnych, gdy na przykład (jak w schizofrenii) osoba słyszy obrażające ją “głosy”, które wręcz ją potępiają bez żadnego powodu.

Jak afirmować siebie i własne życie? Najprościej, jak się da: “moje myśli są pełne miłości”; “mogę zarobić wystarczającą ilość pieniędzy”; “jestem godny zaufania”; “w moim życiu jest wiele dobra”; “otwieram się na ciepło i życzliwość płynącą od ludzi”. Ważne, aby z afirmacjami nie przesadzić – nasza osobowość nie lubi “kłamstwa”, czyli jeżeli ktoś afirmuje, że “jest bogaty”, a ma na koncie debet i kilka kredytów do spłacenia, to taka afirmacja nie pomoże; lepiej wtedy powtarzać w myślach, na głos, bądź pisać w zeszycie (afirmacje piszemy tylko ręcznie długopisem, a najlepiej kredką lub ołówkiem – tak jest najbardziej naturalnie, poza tym przypomina okres nauki pisania, gdy wszystko jest nowe i świeże) afirmację: “otwieram się na bogactwo”, “jestem odtąd otwarty na dobrobyt”. Jeśli ktoś siebie okłamuje, to nie jest już afirmacja i może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Podobnie nasza psyche nie przyjmuje słówka “nie” i przeczenia: zamiast powtarzać “nie jestem chory”, należy afirmować: “otwieram się na zdrowie, szczęście i dobre samopoczucie”; zamiast “nie mam problemów w związku” afirmować “otwieram się na rozwiązanie problemów w związku”.

Nie powinno się też używać czasu przyszłego, który może nigdy nie nadejść: zamiast “będę szczęśliwy” afirmujmy “otwieram się na szczęście”, a nasza wrodzona niecierpliwość zostanie zażegnana; podobnie jak uczą mistrzowie psychologii pozytywnej (która zajmuje się m. in. tematem afirmacji) nie warto używać czasowników “chcę”, “pragnę”, bo pragnieniom nie ma końca, lepiej stosować “wolę miłość niż hejt”, “mam nadzieję, że wszystko przejdzie”, ponieważ “chciejstwo” ma więcej wspólnego z myśleniem życzeniowym, które jawnie stoi w kolizji z faktami z życia, podczas gdy afirmacje nie mają być chowaniem głowy w piasek i zaprzeczaniem oczywistym problemom, które ma każdy, ale próbą przepracowania negatywnych, przeważnie nabytych w szkole wzorców myślenia na temat siebie.

Warto spróbować. Istnieje wiele technik “pracy nad sobą”, można je wszystkie znaleźć pod takimi tagami, jak “techniki doskonalenia”, “metody rozwoju osobistego”, “wellness” czy “dobrostan”, jednak przewaga afirmacji jest duża, pod warunkiem, że nie afirmacje nie będą nam przeszkadzały w pracy, powodowały zagrożenia (np. w czasie prowadzenia pojazdu), ani nie sprawiały trudności otoczeniu, powinno się je praktykować w odosobnieniu, bo jest to technika pracy samemu. Stosowane rozsądnie i z humorem (“mój zbyt duży nos zaczyna mi się podobać”, “moje lekko odstające uszy są po to, żeby lepiej słyszeć”), nie szkodzą, a w najgorszym razie nie pomogą, gdy problem jest głębszy i wtedy należy zasięgnąć porady u odpowiedniego coacha, trenera lub psychologa. Powodzenia!